POMIĘDZY POETYKĄ PIĘKNA ...a dyskretnie rubaszną ironią
Twórczość Stanisława Stacha zadziwia swą obfitości± a zarazem niepokoi tajemniczymi przesłaniami. Pozornie jest to obrazowanie świata pełnego radosnych feerii barw, w które przyoblekają się ziemskie i im podobne stwory na obraz i podobieństwo człowiecze. Hieratyczne postawy dają im siłę i władztwo, które dominuje w obrazowym przedstawieniu. Złocisto-rdzawe ciepło emanujące z użytych kolorów sugeruje radość i optymizm. Jednak nie do końca i nie na serio, albowiem ostro linearne znaczenie form (niczym z prac graficznych) niespokojnie dynamizuje wizerunki stworów wpisanych w diagonalne kompozycje przestrzeni gdzieś z kubistycznych tęsknot o porządkowaniu wzięte. Gra z naturalnym, zaczerpniętym z miejsc plenerowych pobytów, krajobrazem z ostentacyjnie dominującym pierwszoplanowym zwierzostworem lub ich grupą nawiązuje do starych malarskich tradycji czytelności treściowego obrazowania.
W obrazach Stanisława Stacha opowieści mają własne treści, niekonieczne wzięte z potocznego pojmowania. Zaczyna się gra a rebours, streficzne mieszanie rzeczywistości, komplikowanie rozumowań i przesłań jak w życiu, któremu odebrano prostotę i czystość sensów. Nie jest ważne, czy bohaterami są ryby, ptaki czy martwe krzesła – ich pierwszoplanowa ostentacyjność niepokoi, narusza estetyczny spokój, wzmaga niepewność odczytywania i rozumowania. Poprzez multiplikacje i szczelne wypełnianie obrazowego kadru – wizerunki rozsadzają go, przedstawienie atakuje widza tylko z pozoru łagodną i dekoratywną ekspresją. Stachowe (powstałe z naturalnego odruchu twórczego, nie wydumane aczkolwiek „dziwne”) martwe natury ożywają w percepcji, zagnieżdżają się w podświadomości i budują nowe historie mniej lub bardziej prawdopodobne, stymulując refleksje o środkach i celach w życiu ważnych. Jakby na przekór zagęszczonym i złożonym układom form przywołują pierwotne, nieoswojone jeszcze odczucia i doznania; pełne niepokojów, ale też nadziei na rozpoznanie, dookreślenie, sensowne spełnienie. Jest w tym malarstwie coś z tajemnicy religijnego hieratyzmu, być może nawet egipskiego obrazowania słów, znaczeń, swoistych ideografii - obrazowego znakowania idei.
Wpatrując się i wczytując w te jakże osobiście autorskie przedstawienia pełne wibracji form, ich sugestywnej ekspresji, mimowolnie poddajemy się wędrówce myśli w poza nazwane rejony rzeczywistości, w świat metafizycznych radości i niepokojów, bojaźni i drżenia, jak to nazywał Soren Kierkegaard. Niektórzy dopatruj± się w malarstwie Stanisława Stacha nieco rubaszności, ale to zapewne w drobniejszych formach rysunkowych, w szkicach – notatkach, a szczególnie w niezwykle towarzyskiej osobowości autora.
